Rysy

RYSY 2499m n.p.m. ✓

#nogamipokorone

Szczególne momenty, należy spędzać w wyjątkowych okolicznościach przyrody, dlatego zaplanowałyśmy, że I urodziny NDG chcemy spędzić na Rysach, najwyższym szczycie Polski, należącym do Korony Gór Polski. Jak było? Zobaczcie sami…

To już rok!

Nasze pierwsze urodziny! Takie wydarzenie trzeba koniecznie uczcić. W sobotę 18 sierpnia jedziemy kibicować Góralowi na biegu Tatra Fest na dystansie 61 km i ponad 4000 metrów przewyższeń, więc postanawiamy zostać w Zakopanem do niedzieli. To co? Rysy! Od poniedziałku codziennie patrzymy na prognozy i na każdej z nich to samo.. burze. Bierzemy pod uwagę alternatywne rozwiązanie, że zostaniemy do poniedziałku. Karolina z Góralem i Łukaszem jadą do zimowej stolicy Polski już w piątek, ponieważ start biegu jest o 5:00 nad ranem. Przed zawodnikami wymagająca trasa ale i też cudowne widoki. Póki co jest ciemno. Światełka czołówek ruszają właśnie na szlak. Karolina z Łukaszem idą na Starorobociański Wierch poczekać tam na Górala i dodać otuchy pozostałym uczestnikom. Pogoda jest idealna na bieganie: słońce przeplatane chmurami, lekki wiaterek i niesamowity widok na całe Tatry Zachodnie.

Umawiamy się z Justyną i Olą w południe pod Schroniskiem w Dolinie Chochołowskiej. Turyści wygrzewający się na polanie dopingują zawodników, a my odpowiadamy im na pytania dotyczące biegu i kierujemy biegaczy do punktu odżywczego. Po kilkunastu minutach Grzegorz biegnie w naszą stronę! Zbieramy szybko swoje rzeczy i pędzimy za nim. Od samego początku naszym planem było przebiegnięcie z nim towarzysko tych kilku kilometrów dolinką. Motywujemy go i żegnamy się na rozwidleniu szlaków. Teraz przed nim ostatni fragment trasy kolejno ścieżkami Nad i Pod Reglami. My udajemy się na parking Siwa Polana skąd jedziemy na metę. Po 10 h i 30 min Grzegorz przekracza linię mety! Radość nasza jest niesamowita, on sam zmęczony, ale nie ma się co dziwić. Jesteśmy dumni z niego! Teraz czas na zasłużony obiad.

 

Mocny sen

Jest sobota wieczór, dojeżdża do nas Krzysiek oraz Asia z Łukaszem. Znowu patrzymy na prognozy pogody, jest coraz lepiej, więc napawa nas to entuzjazmem. Ustalamy godzinę wyjścia z Palenicy Białczańskiej na 4:00. Budziki dzwonią, ale nie wszystkim. 😛 Niektórzy postanawiają pospać troszkę dłużej i teraz trzeba się szybko pakować, żeby zdążyć na punkt zbiórki. Na parking docieramy po 4:00, kilka samochodów już jest. Na zewnątrz jest dość rześko, ubieramy bluzy, czołówki i w drogę. Asia z Łukaszem również zaspali i dojdą do nas w Morskim Oku. Aby się rozgrzać i jak najszybciej przejść przez 8 km drogi asfaltowej idziemy bardzo żwawo. Po 1:20 h jesteśmy w schronisku. Góral niestety rezygnuje z wyjścia na szczyt. Jego zmęczenie po wczorajszym biegu daje się we znaki. Po kilku minutach dobiega do nas Asia z Łukaszem, chwilkę razem odpoczywamy i jemy aby się wzmocnić. Ruszamy nad Czarny Staw pod Rysami drogą dookoła Morskiego Oka. Można tu wybrać jego prawą, bądź lewą stronę. Obie wersje są czasowo bardzo zbliżone do siebie. My idziemy lewą, rozmawiając póki jest płasko. Nie mija chwila i zaczyna się podejście pod Staw. Dochodząc na górę spotykamy kilka osób. Postanawiamy na chwilę się tu zatrzymać i złapać oddech.

Nogami do góry

Zaczynamy podejście pod Bulę.Jest to charakterystyczne miejsce mniej więcej w połowie drogi między Czarnym Stawem, a wierzchołkiem Rysów. Idziemy po ścieżce z kamieni, każdy swoim rytmem. Dwóch Łukaszów już nie widać na horyzoncie. Karolina z Asią gdzieś za nimi, a stawkę zamykają Ola, Justyna i Krzysiek. Droga na szczyt cały czas jest w cieniu, przez co kamienie i łańcuchy są zimne, dlatego warto mieć ze sobą rękawiczki. Ludzi już jest więcej. Część dogoniliśmy, inni schodzą już z góry. Za nami nie widać już Czarnego Stawu, tylko kamienie i wysokość jaką zdobyliśmy. Łańcuch po łańcuchu zbliżamy się do przełęczy.To miejsce jest bardzo wąskie, do tego z obu stron przepaść. Należy tu bardzo uważać podczas mijania innych turystów. Ale już ostatnie metry przed nami! Już słońce oświetla nasze twarze! Z uśmiechem na ustach, tuż po godzinie 9:00 wchodzimy na najwyższy szczyt Polski! 🙂 Natłoku ludzi nie ma, ale i tak idziemy na stronę słowacką schronić się przed wiatrem. Rozsiadamy się i wdychamy górskie powietrze. Jest idealnie! Piękna pogoda, prawie żadnej chmurki na niebie. Najlepszy prezent na pierwsze urodziny Nogami do Góry! Pozostajemy tu godzinkę świętując ten dzień wystrzałowym szampanem w gronie przyjaciół.

Powolutku w dół

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak i tym razem czas wrócić na szlak w stronę Grzegorza, który opala się nad Morskim Okiem. Zejść jest dużo trudniej. Na łańcuchach jest coraz więcej osób. Pamiętajmy, że górska zasada mówi, że na łańcuchu w danej chwili może znajdować się tylko jedna osoba. W przeciwnym razie można przytrzasnąć sobie łańcuchem dłoń. Ponadto niepisaną zasadą jest, że osoba schodząca ma pierwszeństwo, jednak w bardzo trudnym terenie, gdzie miejsca jest mało, pierwszeństwa powinna ustąpić osoba, która ma koło siebie kawałek bezpiecznego miejsca żeby się usunąć. Schodząc należy dużo bardziej uważać. Teraz nie mamy już celu w postaci szczytu, więc nasze skupienie trochę się luzuje. Bardzo łatwo można się potknąć, czy poślizgnąć o kamień. Tak jak i na wejściu, również na zejściu rozkładamy się na trzy grupy. Jest już nudo, bez werwy, zaczyna się robić gorąco, gdyż słońce jest wyżej i oświetla część żlebu. Dochodzimy do Czarnego Stawu, który podziwiają turyści, niektórzy nawet robią sobie plaże i opalają się w strojach kąpielowych. Nie zatrzymujemy się. Z daleka widzimy ile osób znajduje się w Mok-u. Dochodzimy w godzinnych odstępach do Górala, który drzemie sobie na kamieniu. Należy mu się za ten bieg!


Najgorsze przed nami. Droga asfaltowa.. Idziemy trochę jak zombi, bo zmęcznie i krótki sen dają o sobie znać. Łukasze biegną w dół do auta z Krzyśkiem, żeby jak najszybciej pokonać tą mozolną drogę. Niebawem Asia też nas zostawia i truchta do auta, nam się trochę nie chce. 😉 Umawiamy się na pizzy w Bukowinie. Żegnamy Łukasza, który PKSem jedzie do Sącza.

Bądź częścią przygody!

To był dobry intensywny weekend! Pogoda do samego końca nam się udała! Ani jednej kropli deszczu! Czasem warto zaryzykować, ale też trzeba być czujnym na szlaku, patrzeć w niebo czy nie zbierają się chmury.

Pierwsze urodziny na najwyższym szczycie KGP! Dziękujemy, że jesteście z nami! <3

Rysy

Zapraszamy do wspólnych wycieczek, do zdobywania szczytów razem z nami, do wspólnego biegania, kibicowania, a przede wszystkim do spędzania wspólnie czasu! Rok wspaniałych przygód już minął, czekają następne! Zajrzyj do grupy Nogami w Góry i jedź z nami! 😉

Autorami zdjęć są Krzysztof Nagacz i Łukasz Szczygieł 🙂 

Nogami do Góry