Babia Góra

BABIA GÓRA 1725m n.p.m. ✓

#nogamipokorone

Królowa Beskidów – Babia Góra o wschodzie słońca! Piękny, poranny spektakl. Warto było wstać wcześnie bez względu na wszystko 🙂 

Jedyną rzeczą, której nie da się zaplanować jest pogoda. Bywało różnie. Często cały tydzień był słoneczny, a weekend deszczowy i zimny. Jakby natura nie chciała wpuścić nas na kolejny szczyt. Planów raczej nie da się zmienić, kalendarz wypełniony terminami, zarezerwowane noclegi… W niesprzyjającej pogodzie odwiedziłyśmy ostatnio Bieszczady i Karkonosze. Tym razem ma być inaczej. Od tygodnia w Krakowie jest piękna, złota jesień. W kalendarzu zapisana data – sobota 13.10.2018 r  – Korona Polskich Gór. Nie mamy sprecyzowane który szczyt chcemy zdobyć. Biorąc pod uwagę dobre prognozy wybieramy Babią Górę. Warunki zapowiadają się tak idealnie, że podnosimy poprzeczkę i decydujemy, że zdobędziemy najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego o wschodzie słońca.

Z Krakowa wyruszamy o godzinie 3:30. Po drodze podjeżdżamy po kawę i kierujemy się prosto na Przełęcz Krowiarki. Na parkingu jesteśmy o 5 rano. Samochodów pełno, czyli nie tylko my wpadłyśmy na tak extra pomysł! Do wschodu mamy równo 2 godziny. Ze względu na to, że słońce na nas nie poczeka 😉 wybieramy szlak czerwony, który jest najkrótszy i najszybszy. Według tabliczki na szczyt mamy 2h 30 min, ale zakładamy że dojdziemy wcześniej – musimy!

Czołówki na głowy i w górę. Początkowo szlak jest dosyć wymagający, sporo schodów przed nami. Kiedy podnosimy głowy widzimy piękne, gwieździste niebo. Zatrzymujemy się na chwilę, gasimy światełka i podziwiamy. Jest ciepło i nie ma wiatru (nietypowe) – wprost idealnie! Ściągamy z siebie kolejne warstwy ubrania. Gdy dochodzimy do Sokolicy (1367 m n.p.m.) po raz pierwszy naszym oczom ukazuje się skrawek czerwonego nieba i namalowane na nim Tatry. To znak, że będzie pięknie. Nie robimy postoju, gdyż chcemy dojść jak najszybciej na górę. Karolina nas mobilizuje, żeby nie robić tylu zdjęć, bo nie zdążymy, no ale ktoś musi czuwać nad planem. Dochodzimy do Gówniaka, a stąd jeszcze tylko chwila. Robi się coraz jaśniej, słońce jest już blisko. Nie możemy wyjść z zachwytu i przestać obracać się za siebie i podziwiać piękny spektakl.

Do szczytu zostało nam kilkanaście metrów, ale postanawiamy zająć sobie miejsce na polance, zresztą tak jak spora grupa ludzi, którym chciało się wstać tak wcześnie. Siadamy na trawie, pijemy herbatkę, jemy śniadanie i czekamy. Jest pięknie! Wiatr nie jest bardzo odczuwalny, ale ubieramy na siebie kurtki. Kolory na horyzoncie zmieniają się jak na palecie malarza. Z fioletu, poprzez ognistą czerwień, soczysty pomarańcz, aż po słoneczny żółty. Na niebie ani jednej chmury, jedynie delikatna poranna mgła unosi się z budzących do życia miasteczek. Zdążyłyśmy! I jeszcze te Tatry przed nami! W całości odsłonięte, pomału oświetlane przez promienie słońca – niesamowity widok! Jeśli chodzi o Babią Górę ciężko wierzyć prognozom. Nigdy nie wiesz czy wiatr będzie wiał z taką prędkością, że nie będzie można usiedzieć choćby kilku minut, bądź czy chmury nie zakryją całego widoku. Tu zawsze jest loteria. Wspólnie stwierdzamy, że nigdy chyba nie widziałyśmy piękniejszego wschodu ze szczytu Królowej Beskidów. Warto było wstać kilka godzin wcześniej, albo może spać kilka godzin krócej 🙂 .

Wschody słońca mają w sobie coś magicznego. Ładują akumulatory na cały dzień, zapierają dech w piersiach i dają poczucie, że wszystko co dobre, jeszcze przed nami!

W taki sposób zdobyłyśmy 19-sty szczyt z Korony Gór Polski.

Dumne, lekko niewyspane, ale bardzo szczęśliwe schodzimy na dół.

Było przepięknie!!!

Nogami do Góry!