etapowa triada

Ból, pot i łzy (szczęścia ?) czyli TRIADA – ETAPOWY BIEG GÓRSKI

Etapowa Triada, składa się z trzech niezwykle wymagających biegów po trzech pasmach górskich: Gorcach, Pieninach i Beskidzie Sądeckim. Wyobraźcie sobie, że kończycie jeden bieg, a niebawem macie rozpocząć kolejny…

 

 

etapowa triadaJuż nie pamiętamy kiedy zapisałyśmy się na Zimową Triadę. Te zawody nadeszły tak szybko jak Nowy Rok. Niespodziewanie 😛 Dziś, w Święto Trzech Króli 6 stycznia 2018 roku, stoimy na starcie pierwszego biegu w tym roku.

Na początek parę słów o samym biegu.

Organizator Triady na przebiegnięcie 3 biegów przewidział dwa dni. Pierwsze dwa etapy są w sobotę, natomiast ostatni w niedzielę. Wszystko jest fajnie kiedy pogoda dopisuje, a co jeśli jest deszcz, śnieg, ubrania nie chcą schnąć? Takie ‘atrakcje’ może zapewnić Ci Zimowa Triada. W biegach etapowych istotną kwestią jest rozłożenie sił. Nie zawsze się to udaje, nie pomaga w tym krótki okres regeneracji oraz często marnej jakości sen.

 

W edycji zimowej 2018 roku do wyboru były dwa dystanse: Maraton czyli łącznie 45 km oraz Ultra łącznie 60 km. Karolina razem z Olą wybrały krótszą wersję. Justyna tym razem była naszą najwierniejszą kibicką.

 

I etap – Gorce

etapowa triadaOprócz nas w Triadzie biorą udział nasi przyjaciele! Ania z Porannego Patrolu, która już nie raz pojawiała się w naszych przygodach, Paweł – również Poranny Patrol, a oprócz nich Krzysztof – nasz główny fotograf i Tomasz – niemniej ważny kompan biegowy. W okolicy startu spotykamy Sebastiana, którego poznałyśmy w czasie letniej edycji tych zawodów (Miło było Cię spotkać!). O godzinie 10:20 wsiadamy do autokarów. Mają nas zawieźć do Grywałdu na start pierwszego etapu, gdzie do przebycia mamy 16 km. Pogoda? Wiosna, wiosna, ach to ty! 🙂 Piękne słońce, wkoło zieleń, energia aż nas roznosi!

O 11:00 ruszamy! Początkowo po asfalcie, delikatnie w górę. Przez kolejne 6 km będziemy piąć się w stronę szczytu. Jakby ktoś narzekał na pogodę, to na pewno nie mógł narzekać na widoki!!! Obracasz głowę w prawo i widzisz TATRY! Wspaniałe! Na wyciągnięcie ręki! Gro osób staje i robi pamiątkowe zdjęcia. Ola również 🙂 Karolina pnie na przód. Asfalt dawno zamienił się w szutrową drogę czasem oblodzoną, ale bez problemu do pokonania poboczem. Wraz ze wzrostem pokonywanej wysokości zmienił się krajobraz. Tym razem na zimowy. Śnieg się skrzył, a nawet trochę raził po oczach. Szczęśliwi Ci co zabrali ze sobą okulary przecwisłoneczne.

 

Lekkie zaskoczenie – Lubań

etapowa triadaOstatnie 500 metrów przed samym szczytem jest bardzo ciężkie. Nachylenie się zwiększa, oddech przyśpiesza, ale nogi pracują ile mogą. Jednak nie wszystko okazuje się różowe. Olę boli kolano, Karolina walczy z kolką co chwilę. Pozytywnym aspektem tego mozolnego podejścia są: Łukasz, którego poznałyśmy na wyprawie na Kazbek oraz Góral. Oni czekają tam na nas! Wbiegamy na szczyt, przybijamy z chłopakami po ‘piątce mocy’ oraz dostajemy po michałku 🙂 Dzięki! Ale co dalej? Zaskoczenie.. czy miłe? Ciężko stwierdzić. Wieża na Lubaniu. Okazuje się, że mamy wbiec na samą górę po kilkudziesięciu drewnianych schodkach i tam zawrócić. Każdego biegacza na górze ‘odhacza’ wolontariuszka, aby nikt nie oszukiwał. Nagrodą jest oczywiście ponownie widok 🙂 Gorce nas miło przywitały. Teraz tylko w dół, do Krościenka, na metę. Z różnymi czasami, wszyscy spotykamy się na końcu naszego pierwszego etapu.

 

II etap – Pieniny

Czas szybko mija i zbliża się kolejny bieg.Tym razem są to dwa takie same okrążenia, każde po 5,5 km. Dostajemy informację, że na trasie jest lód i najlepiej zabrać ze sobą nakładki antypoślizgowe na buty. My w odpowiedzi na posta organizatora wysyłamy na trasę własnego zwiadowcę – Górala. Okazuje się, że tylko w jednym miejscu jest płat lodu i można go obejść. etapowa triadaPrzed godziną 19 stawiamy się na Rynku w Krościenku, który jest miejscem startu oraz mety. Kapela gra, kibiców pełno, a biegacze w świetnych nastrojach, gdyż przed chwilą Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni!

Mała zmiana, ale czy na pewno taka mała?

Okazuje się, że ze względu na lód organizator zmienił kierunek trasy i teraz mamy biec pod prąd tej pierwotnie wytyczonej. Jak się na to zapatrywać? Oczywiście kwestia bezpieczeństwa najważniejsza, ale z drugiej strony, jeśli ktoś trenował pod tą konkretną trasę, to co teraz? To już nie nam oceniać. Startujemy! Pierwsze 2 km jest po płaskim – na rozruch, bo zaraz pojawia się konkretne podejście. Pniemy się w górę w świetle czołówek. To co najcięższe za nami. Teraz zbieg. No ale nie tak łatwo. Błoto do połowy łydki! Nie ma co zwalniać, w końcu to zawody. Jak patrzysz pod nogi, to dostajesz gałęzią, jak patrzysz w górę, to nie wiesz gdzie stawać stopy. I tak w kółko. Ubłoceni wpadamy na Rynek gdzie zaczynamy drugie okrążenie. Znając już trasę jest prościej. Jednak odzywają się boleści z pierwszego biegu – kolano i kolka. Ale nie dajemy się im i kończymy ten etap!

 

III etap – Beskid Sądecki

etapowa triadaO śnie w nocy nie było mowy. Zbyt duże zmęczenie nie pozwoliło pospać i zregenerować organizm. Do tego dochodzi ciągła adrenalina i stres. Czy damy radę? Czy nasze mięśnie to wytrzymają? Wstajemy po 8:00, wszyscy w zwolnionym tempie. Śniadanie i jeszcze ostatnie osuszanie butów po nocnym etapie. Dziś startujemy ze Szczawnicy. Dotąd biegacze z dystansu Ultra biegali z nami takie same odległości. Dziś wybiegli wcześniej na swoją najdłuższą trasę. Nas czeka również najwięcej kilometrów do przebiegnięcia bo aż 18. To najcięższy bieg tych zawodów i ok 1000 metrów przewyższenia.

 

Przehyba – o zgrozo!

Dzisiaj niebo jest zachmurzone, ale wciąż jest ciepło. Punktualnie o 10:30 wyruszamy. Widać już zmęczenie u biegaczy, my też nie mamy lekkich nóg, raczej ciążą nam jak ołów. Wcześniej umówiliśmy się, że Krzysiek będzie cały czas biegł z Olą i ją wspierał. etapowa triadaNatomiast Góral zaczeka na Karolinę na rozwidleniu przed schroniskiem, aby towarzyszyć jej na ostatnich kilometrach. Lecimy pomału w górę, spory fragment po lodzie, starając się utrzymać równowagę. Szybko nabieramy wysokości, gdyż podejście jest dość strome. Kiedy robi się bardziej płasko biegniemy, ale już po śniegu, czasem zapadając się po kostki, a nawet i głębiej. Docieramy do rozwidlenia, gdzie robi się zamieszanie. Biegacze nie wiedzą gdzie biec. Tutaj wolontariusze mieli kierować ruchem w stronę schroniska, gdzie miał znajdować się bufet i nawrotka. Niestety nie dojechali, gdyż ich auto wpadło w poślizg i wylądowało w rowie. Uczestnicy biegnąc więc pod schronisko na Przehybie i widząc, że nikogo nie ma, skonsternowani wracali i przekazywali tą informację pozostałym osobom, które dzięki temu mogły zawrócić wcześniej. Kiedy my dobiegamy wiemy już, że bufetu nie ma. Nie tracąc czasu biegniemy na czerwony szlak.

 

Kryzysy, walka, emocje.

Sił po podejściu już brakuje, mięśnie protestują, a kontuzje dają o sobie jasno znać. Na szczęście teraz przez chwilę możemy odpocząć na zbiegu, ale nie na długo, bo przed nami dwie strome górki. Walczymy z każdym krokiem. Podniesienie nogi do góry okazuje się nie lada wyzwaniem. Do tego wszystkiego dołącza głowa, pesymistyczne myślenie, chęć rzucenia tego i położenia się tu i teraz. W śniegu. Nawet nie mamy siły przeklinać, jedyne co przychodzi nam na myśl, to po co nam to było? Dobrze, że chłopaki są z nami, pomagają przezwyciężyć ten kryzys, te łzy niemocy w oczach. Udaje się nam zdobyć ostatnią wysokość. Teraz tylko w dół do mety. Kiedy wbiegamy na końcową linię, wpadamy wprost w ramiona Justyny, która czeka na nas przez cały ten czas <3. Lecą łzy. Szczęścia, że to się skończyło? Ulgi? Czy może te wszystkie emocje z trasy właśnie z nas ulatują? Nie jest to już ważne 🙂 Właśnie ukończyłyśmy te wcale niełatwe zawody!

 

Karolina    K-open        4

Ola        K-open        42

 

Nogami do Góry

#dowhatyoulove