Być wolontariuszem i biec? Tak! To my!

Facebook to zło! 🙂 Podpowiada mi wydarzenia górsko-biegowe i kusi.. a ja nie umiem się  im oprzeć. I tak było tym razem.

Festiwal Biegów Alpejskich zamieścił informację o wolontariacie. Dodatkowo oferowali możliwość wzięcia udziału w jednym biegu. Nie było co się zastanawiać. Decyzja – jedziemy! Zabrałyśmy jeszcze ze sobą koleżankę Anię i w piątkowy wieczór 04.08.2017 meldujemy się pod dolną stacją kolejki Mosorny Groń. Zwarte i gotowe do działania.

W wolontariacie nie mamy za dużego doświadczenia, ale jesteśmy biegaczkami, wiemy jak nieoceniona jest pomoc tych ludzi. Chciałyśmy się zrewanżować za wszystkie nasze biegi i stanąć po drugiej stronie. Na miejscu organizatorzy przedstawili nam wytyczne i zapoznali z innymi wolontariuszami. W sobotę od rana bierzemy się do pracy. Trzeba oznaczyć trasę, przygotować bufet dla biegaczy, którzy niebawem mają pokazać się w bazie po pierwszym biegu, rozłożyć wodę. Praca zawsze się znajdzie, a że pogoda dopisała to aż chciało się pracować, być dla nich, zarażać optymizmem i służyć pomocą. 

W tym roku Festiwal Biegów Alpejskich zafundował biegaczom aż 13 biegów, a właściwie to samych podbiegów. Biegi alpejskie charakteryzują się tym, iż trasa w przeważającej części prowadzi w górę, najczęściej na szczyt. Szybki oddech, zejście na kolejny start i znów do góry. Uczestnicy to prawdziwi herosi! Naprawdę trzeba dużo siły nie tylko w nogach ale i w głowie, żeby pokonać tyle kilometrów. 

Gdy wieczorem zawodnicy odpoczywają my idziemy sprawdzić czy trasa, gdzie o 2:30 mają na nowo wyruszyć biegacze jest dobrze widoczna. Szybki sen i stało się! O godz. 04:30 jesteśmy na starcie Biegu Wschodzącego Słońca na dystansie 4,5km. Już jako uczestniczki, razem ze wszystkimi za chwilę ruszamy z Przełęczy Krowiarki.  Przybijamy sobie 5tki i w górę, ostro w górę! Nie ma praktycznie mowy o biegu. Jest jeszcze bardzo ciemno, widać tylko światełka poruszających się czołówek. Szlak jest dość wąski, każdy skupiony na swoim tempie i słychać tylko ciężkie oddechy. Biegacze dostrzegają nas wśród innych zawodników. Lekki szok, konsternacja, ale i widać uznanie w ich oczach. “Przecież to nasze wolontariuszki!” krzyczą z uśmiechem na twarzy. Jakie to miłe! (Dziękujemy Wam za to!) Po jakimś czasie wbiegamy w kosodrzewinę, drugi oddech i przyspieszamy. Tu trasa trochę się wypłaszcza.  Czuć już ciepło słońca za plecami, a przed nami ukazują się tłumy ludzi, którzy przyszli oglądać jak budzi się dzień na Diablaku. Pewnie myślą, że mamy nierówno pod sufitem (coś w tym jest). Kilka uśmiechów do fotografów i wbiegamy na szczyt, gdzie przekraczamy linię mety i otrzymujemy pamiątkowe medale. Ale jakie! Piękne drewniane! Nietuzinkowe! W naszej kolekcji takiego jeszcze nie mamy. Radość i duma nas rozpiera. Delektujemy się chwilą patrząc w stronę słońca, które w magiczny sposób podświetla chmury dając niepowtarzalny spektakl. Trzeba tu być. Przeżyć to samemu. To wyjątkowy bieg.   

Zbieramy siły i idziemy ze szczytu w stronę Małej Babiej znów jako wolontariuszki 🙂 Tym razem zbieramy oznaczenia z sobotniego biegu. Praca sama się nie zrobi! Ale taka praca w górach, które kochamy to czysta przyjemność. Schodzimy do bazy i zdajemy Ance relację z naszego biegu. Została na dole żeby czuwać nad pierożkami. Okazało się, że jest mistrzynią smażenia pierogów!

Wszystko co fajne, szybko się kończy. Powrót do Krakowa. Wracamy z nowymi doświadczeniami, znajomościami i wielkim, ciężkim kamieniem 🙂 To nagroda dla Karoliny, za zajęcie 3go miejsca.

Niesamowitym przeżyciem było poznanie wielu ludzi z pasją: biegaczy, organizatorów i wolontariuszy. Trzeba to poczuć, przyjechać, zobaczyć, pozwolić sobie ich poznać. Ten niepowtarzalny klimat tworzy nikt inny jak ludzie i góry.

 

Karolina          0:49:06

Ola                  1:02:17

Justyna            1:04:12

  

Nogami do góry

#dowhatyoulove