Kościelec 2155m n.p.m.

Kościelec to szczyt w Dolinie Gąsienicowej w Tatrach Wysokich. Jedni mówią, że swoim pięknym kształtem przypomina piramidę, inni że dach kościoła, skąd podobno bierze swoją nazwę. Jest też takim szczytem idealnym, wyjętym z naszych dziecięcych wyobrażeń o górach.

Mieczysław Karłowicz, polski kompozytor, ale też wybitny taternik, który był pierwszym zdobywcą Kościelca zimą w 1908 r. zauważył, że tylko z tego szczytu bez wyjątku widać wszystkie Stawy Gąsienicowe. Choć szlak prowadzący na szczyt nie należy do najprostszych, nie ma na nim żadnych łańcuchów. Panorama Tatr widoczna z jego wierzchołka zapiera dech w piersiach – Orla Perć i Świnica, a także Tatry Zachodnie z Kasprowym Wierchem i Giewontem na czele.

Ze Schroniska Murowaniec na szczyt Kościelca można wejść zarówno od Czarnego Stawu Gąsienicowego dosyć stromym podejściem na Karb, lub też od strony Zielonego Stawu Gąsienicowego. My wybieramy ten pierwszy wariant. Idzie się szybko, prawie pionowo do góry. Uzbierało się trochę śniegu w żlebie, dlatego ostrożnie stawiamy każdy krok i asekurujemy się czekanem. Na przełęczy Karb, zaczyna bardzo wiać. Podobno zbliża się halny. Docieplamy się kolejną warstwą i ruszamy czarnym szlakiem do góry. Dosyć szybko zdobywamy wysokość, trawersujemy zbocze i czasami torujemy drogę, gdyż wiatr zawiewa wcześniej wydeptane ślady. Kilka razy asekurujemy się nawzajem w miejscach gdzie trzeba użyć rąk i czekana do wejścia. Jest dosyć ślisko, robi się coraz zimniej. Czasami odwracamy wzrok i patrzymy na panoramę Zakopanego i Tatr Zachodnich. Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym widać trójkątny cień Kościelca. Kilka kroków i jesteśmy na górze. Zdobywamy zbudowany z granitowych płyt oraz głazów wierzchołek Kościelca, który wznosi się około 533 metry nad taflą Czarnego Stawu. Na niebie nie ma żadnej chmurki, wiatr okazuje się być nie tak zimny i silny jak przy podejściu. Jest pięknie!!

Zobaczcie sami! Zapraszamy do obejrzenia galerii z tego wyjątkowego dnia!

 

Autorami tych radosnych zdjęć są Krzysztof Nagacz i Łukasz Szczygieł. Wielkie dzięki! 🙂

Nogami do Góry