Łysica

ŁYSICA 612m n.p.m. ✓

#nogamipokorone

Ostatnią sobotę października – 27.10. 2018 r. – wykorzystujemy na zdobycie najniższego szczytu z Korony Gór Polski. Łysica mierząca 612 m n.p.m. należy do pasma Gór Świętokrzyskich i znajduje się na obszarze ścisłej ochrony Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Z Krakowa wyruszamy o godzinie 07:00 z Agnieszką i Gosią w stronę Kielc. Mamy przed sobą 2h jazdy, ale na szczęście na drodzę jest mały ruch. Przez szyby podziwiamy zmianę krajobrazu z górzystego na bardziej nizinny, rozległe pola ciągnące się aż po horyzont a na nich sarenki szukające pożywienia. Mijamy Kielce i udajemy się do miejscowości Święta Katarzyna skąd będziemy ruszać na szlak. Zostawiamy auto na klasztornym parkingu i wchodzimy na czerwony szlak. Dwieście metrów dalej zatrzymujemy się przy kasie biletowej Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Koszt biletu normalnego to 7,00 zł i obejmuje on także wejście na taras widokowy na gołoborzu na Łysej Górze.

Przechodząc przez bramę wejściową do parku wchodzimy na teren Puszczy Jodłowej – to unikatowy zespół jedliny polskiej. Głównym gatunkiem tego drzewostanu i bardzo częstym w niższych warstwach lasu jest właśnie jodła pospolita. W domieszce występuje tu przede wszystkim buk, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy. Idziemy do góry szeroką ścieżką mijając źródełko oraz drewnianą Kapliczkę Św. Franciszka. Podobno woda wypływająca ze źródełka ma właściwości lecznicze, a łyk wody pomaga w poczęciu męskiego potomka. Ruszamy dalej. Cisza, spokój, na szlaku praktycznie nie ma nikogo, mijają nas tylko dwie pary z psami. My idziemy spokojnym krokiem rozkoszując się dobrą aurą i rozmowami.

Przechodzimy przez drewniane kładki i dochodzimy do tzw. ‘potykaczy’. Są to szerokie drewniane progi pełniące funkcję blokady przed osuwaniem się ziemi. Robi się bardziej stromo, korzeni i kamieni pojawia się coraz więcej. Jednak jak dla nas trasa jest dość łagodna w porównaniu z Beskidami czy Tatrami. Dochodzimy do gołoborza czyli do obszaru bezleśnego pokrytego blokami skalnymi. Gołoborza świętokrzyskie są zjawiskowe, gdyż znajdują się pośród lasu. Nie mija chwila a naszym oczom ukazuje się drewniany krzyż. To szczyt! Rozsiadamy się na kamieniach i zjadamy co przytargałyśmy w plecakach. Wierzchołek jest zalesiony, ale można z niego podziwiać panoramę na wschodnią stronę. Czas naszego wejścia to 45 min.

Istnieje legenda, że na szczycie Łysicy stał piękny zamek, w którym żyły dwie siostry. Obydwie piękne i młode. Młodsza, złotowłosa Agata z niebieskimi oczami, o spokojnej naturze, kochająca przyrodę a nade wszystko ptaki. Przywoływała je do zamkowych okien i karmiła je ziarnami z ręki. Starsza siostra Jadwiga lubiła tańce i zabawę, nudziły ją puste komnaty. Pewnego dnia obok zamku przejeżdżał młody rycerz, zachwycony pięknym zamkiem poprosił siostry o gościnę. Starsza Jadwiga była wniebowzięta, pokochała go wraz z wzajemnością. Całe dnie spędzali razem, zaś Agata stroniła od ich towarzystwa udając się na leśne spacery. Pewnego dnia Jadwiga wpadła na pomysł, aby pozbyć się siostry i razem ze swoim wybrankiem panować w zamku. Wczesnym świtem młodzieniec zakradł się do komnaty młodszej siostry, aby zrzucić ją z wieży, ale Agaty nie zastał. Dziewczyna wyruszyła do lasu witać nowy dzień. Jednak zła siostra nie zrezygnowała, do dzbana miodu dolała trucizny dla spragnionej po wycieczce siostry. Niczego nieświadoma Agata wracając ze spaceru nagle dostrzegła zbliżające się czarne chmury. Niespodziewanie błysk! Huk! To piorun uderzył w zamkową wieżę, która rozpadła się na tysiące kamieni. Płacząca Agata chodziła wśród kamieni w poszukiwaniu siostry i rycerza, ale bezskutecznie. Jej łzy wyżłobiły ślady na kamiennych blokach, które teraz możemy zobaczyć na gołoborzu. Łzy spływały ze szczytu aż do stóp góry gdzie utworzyło się źródełko. Ma cudowną moc, woda z niego leczy choroby oczu. Źródełko nazwano imieniem opiekuna oczu, którym jest Święty Franciszek.

Jest ciepło, ale wiatr pomału zaczyna wychładzać nasze organizmy. Ubieramy się, robimy zdjęcia i ruszamy w dół tą samą trasą. W kasie biletowej przybijamy pieczątki w książeczkach i żegnamy się z pięknym, jesiennym, świętokrzyskim klimatem. Wracając do Krakowa zauważamy, że pogoda się pogarsza, nadchodzą ciemne chmury, a krople deszczu spadają na szyby samochodu. Uff udało nam się przed deszczem. Wycieczka dość krótka w porównaniu z czasem jaki trzeba pokonać, aby dojechać z Krakowa do Świętej Katarzyny, ale było warto. Zawsze jest warto wyruszyć w podróż i zobaczyć coś nowego.

Nogami do Góry