MOGIELICA 1171m n.p.m. ✓

Od samego początku naszej przygody z Koroną Gór Polski chciałyśmy wyjść na Mogielicę o wschodzie słońca, aby w tym samym dniu jechać jeszcze na Radziejową. Tym sposobem jednego dnia odwiedziłyśmy dwa piękne pasma górskie i zdobyłyśmy nasz 21 i 22 szczyt z Korony Gór Polski.

Jest listopad, a pogoda jakby wiosenna. Od kilku dni w radio mówi się o 100-nej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, ale jeszcze głośniej jest o następującym dniu po niej. 12 listopada, poniedziałek. Wolne czy nie? Ustalamy, że jeśli Prezydent podpisze ustawę zrealizujemy nasz plan. Tak się dzieje, więc poniedziałek jest wolny od pracy, ale nie od gór! W odpowiedzi na post w grupie Nogami W Góry zgłaszają się nasze wierne towarzyszki Agnieszka i Gosia, ale nie tylko. 😉 Kasia (zwana Merchatą), z którą znamy się już kilka fitnessowych lat, razem z koleżanką Magdą, także wyrażają chęć wyjazdu z nami. Cudownie! Łącznie z Krzyśkiem i Góralem jest nas 9 osób. Aaaa no i jeszcze najmniejszy czworonożny uczestnik – Tadzik. 😊

Wszystko jest fajnie, dopóki nie uświadamiasz sobie o której musisz wstać.. Budziki niemiłosiernie dzwonią po 2:00. Z Krakowa wyruszamy o 3:40 na Przełęcz Rydza-Śmigłego. Parkujemy, zakładamy czołówki i w drogę na zielony szlak. Idziemy spokojnym krokiem, aby się nie przegrzać. Czas szybko mija i wychodzimy na polankę. Widać już brzask, pomarańczowe kolory wyłaniają się zza horyzontu. Jest ciepła, bezchmurna noc, wiemy że trafiliśmy w dziesiątkę, a może w setkę? 😉

Ruszamy na szczyt, zostało kilka minut do celu. Wszyscy ożywieni, pełni entuzjazmu wchodzimy na najwyższy wierzchołek Beskidu Wyspowego! Ale nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Oprócz nas jest tu jeszcze 7 osób. Wszyscy w gotowości wypatrują słońca z wieży widokowej. Chłopaki razem z Tadzikiem zostają na dole, a my wdrapujemy się na samą górę po stromych drewnianych schodkach. Jest pięknie! Widać kontur Tatr, w niżej położonych miasteczkach zalega mgła, a całość rozświetlają promienie wstającego słońca. Wszystkie głosy na wieży milkną, każdy chłonie najpiękniejszy moment tego ranka. Delektujemy się widokiem, wyciągając swoje buzie w stronę ognistej kuli. Ciepło rozchodzi się po ciele i już nikt nie pamięta, jak ciężko było wstać z łóżka. Liczy się ta chwila, nowy dzień, nowe marzenia i możliwości. W tak błogim stanie pomalutku schodzimy w dół. Teraz jest czas na wspólne śniadanie i ciasteczka! Agnieszka zawsze wyciągnie coś pysznego z plecaka. 😉

 

Naładowani pozytywną energią schodzimy tym samym szlakiem do auta. Jest niewiele po 08:00, a my mamy już zdobyty pierwszy szczyt z naszego dzisiejszego planu. Odpalamy silniki i ruszamy na Obidze. Przed nami 70 km podróży w słonecznej listopadowej aurze. Tadzik, który szalał na szlaku teraz słodko śpi, a my kierujemy się na Piwniczną Zdrój. Wyjazd na Przełęcz Gromadzką jest dość stromy – w zimie bez łańcuchów ani rusz. Jedziemy krętą, wąską na szerokość jednego samochodu drogą. Mijamy bacówkę na Obidzy i jedziemy aż do samego końca, do miejsca biwakowego. Znajdziecie tu dość spory bezpłatny parking, ławeczki, zadaszenie a nawet miejsce na grilla. Z tego punktu można wybrać się na Wysoką – najwyższy szczyt Pienin, robiąc pętelkę przez Jaworki.

 

My ruszamy niebieskim szlakiem kierując się na Wielkiego Rogacza. Nie mija 5 minut jak po lewej stronie wyłaniają się wielkie Tatry! Niestety już trochę za mgiełką, ale nie ujmuje im to majestatyczności. Chwila na zdjęcia i ruszamy dalej. Szlak jest najkrótszy, ale najbardziej malowniczy. Dookoła roztaczają się rozległe widoki na pasma Beskidu Sądeckiego. Widać również Trzy Korony jak wpatrują się w słowackie Tatry. Trasa nie jest bardzo wymagająca, jedynie przed Wielkim Rogaczem trochę można się zmęczyć. Tuż przed szczytem idziemy mocno w górę, po luźnych kamieniach, które uciekają spod nóg. Oddechy trochę przyśpieszają, ale nie ma co narzekać. Zmieniamy kolor szlaku na czerwony. Jeszcze tylko chwila i jesteśmy pod wieżą. Niestety od zeszłego roku jest ona zamknięta ze względu na fatalny stan techniczny. Nadleśnictwo Piwniczna ma w planach na 2019 r. rozbiórkę wieży i postawienie nowej, bardziej funkcjonalnej i odpornej na warunki atmosferyczne. Schody mają być mniej strome, bezpieczniejsze i dostępne również dla starszych osób. Wykonane będą ze specjalnego stopu metali. jak np. w Wąwozie Homole, zapobiegającego oblodzeniu. W takim razie nie możemy się doczekać! Najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego zdobyty! Niestety jest on w całości zalesiony, więc odpoczywamy chwilkę, fotografujemy ten moment i tą samą drogą schodzimy na parking.

Tego dnia łącznie przeszliśmy prawie 18 km (Tadzik pewnie więcej) w czasie 5 h 20 min. Spędziliśmy razem piękny dzień podziwiając uroki Beskidów. Oba szczyty zdecydowanie nadają się na rodzinny spacer. Nawet jeśli przez chwilę będzie ciężko, pamiętajcie, że cały włożony trud zostanie nagrodzony widokami!

 

Dziękujemy za wspaniałe towarzystwo podczas zdobywania naszego 21 oraz 22-go szczytu!

Zostało tylko 6! Trzymajcie kciuki!

Nogami do Góry