Korona Gór Polski

SKALNIK 945m n.p.m. CHEŁMIEC 851m n.p.m. WALIGÓRA 936m n.p.m. WIELKA SOWA 1015m n.p.m. ŚLĘŻA 718m n.p.m. 5x✓

#nogamipokorone

Dwa dni, cztery kobiety i pięć szczytów. Czy to możliwe? Pewnie! Dawać nam ten weekend!

Na pierwszy rzut – Skalnik

W pierwszy grudniowy dzień, kiedy Kraków jeszcze śpi, my już jesteśmy gotowe na nową przygodę. O godzinie 5:00 siedzimy już w aucie razem z Agnieszką i kierujemy się na zachód, by zdobyć pierwszy, najbardziej oddalony od Krakowa szczyt z Korony Gór Polski. Dziś numerem jeden jest Skalnik należący do pasma Rudawy Janowickie. Po prawie 4h jazdy parkujemy samochód na końcu asfaltowej drogi w miejscowości Czarnów. Za oknami biało i dość mroźno – termometr pokazuje -8°C. Ubieramy kurtki i niechętnie wychodzimy z auta na niebieski szlak. Po przejściu przez szlaban odbijamy w prawo. Las jest bardzo gęsty i czasem ciężko zobaczyć oznaczenie szlaku. Natomiast ścieżka wydeptana przez turystów ułatwia odnalezienie właściwego kierunku. Po kilkunastu minutach jesteśmy na szczycie Mała Ostra. Na jednej ze skał utworzono tu platformę widokową. Niestety nam się nie poszczęściło i jedyne co możemy podziwiać to morze chmur. Formacje skalne są tu bardzo podobne do tych w Górach Stołowych co sprawia, że na chwilę wracamy myślami na Szczeliniec. Stąd już niedaleko do naszego celu. Na drewnianym drogowskazie powiewa biało-czerwona flaga na 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę oraz szarfa z akcji Korony Gór Polskich – 100 szczytów na Stulecie. Skrzynka z pieczątką KGP oddalona jest o ok. 20 metrów od samego szczytu i nie widać jej na pierwszy rzut oka. Wbijamy pieczątki do naszych książeczek i tą samą drogą wracamy do auta na ciepła herbatę.

 

 

 

Chełmiec i żuczek

W nawigacji ustawiamy miejscowość Boguszów-Gorce, włączamy świąteczną playlistę i mkniemy po białych drogach do kolejnego celu. Chełmiec jest co prawda drugim najwyższym szczytem Gór Wałbrzyskich (jak okazało się po ponownych pomiarach ich wysokości pierwszy to Borowa 853 m), ale jest na liście KGP do zdobycia. No to jesteśmy! Zielony szlak wiedzie szeroką szutrową ścieżką. Po drodze mijamy tabliczki ze stacjami drogi krzyżowej, która jest poświęcona górnikom. Pogoda dalej nas nie rozpieszcza. Jest zimno i ponuro. Dobrze że humory chociaż nam dopisują! Dochodzimy do rozwidlenia na Rosochatce skąd można dalej pozostać na niebieskim szlaku prowadzącym naokoło, bądź skierować się na żółty – krótszy, ale bardziej stromy. Wybieramy drugi wariant. Pniemy się w górę po śliskim podłożu, czasem żałując swojego wyboru. Przynajmniej jest nam cieplej. 🙂

Mijamy tabliczkę informacyjną o leśnych zwierzętach, która nas rozbawia. Napisano na niej, żeby się nie smucić jeśli nie widziało się dziś sarenki, jelonka czy dzika. Może warto popatrzeć pod nogi, bo właśnie tam może przebiegać teraz żuczek – biegacz. 🙂 Wpisali się w nasz biegowy klimat. 😉 Między drzewami widać już najwyższy w Polsce krzyż milenijny mierzący 45 m. Kawałek dalej znajdują się dwa maszty rtv oraz wieża widokowa. Niestety zamknięta. Chodzą słuchy, że podobno są z niej piękne widoki. 😉 Dajcie nam znać czy to prawda jak tam będziecie! Na szczycie oprócz nas są trzy osoby w tym przewodnik górski, który chce nam wbić do książeczek swoją pieczątkę, aby potwierdzić nasze zdobycie Chełmca. 🙂 Robimy zdjęcia ze znakiem i biało-czerwoną flagą i oglądamy okolicę. Chwilę później lekko zmarznięte kierujemy się w dół. Same nie wiemy dlaczego, ale znowu wybieramy stromy, żółty szlak.. Szybciej byłoby chyba zejść naokoło. Ale nie, nie idziemy na łatwiznę! Trochę adrenaliny nam się przyda.

Niespodzianka

Rozgrzewamy się herbatą i weryfikujemy czy uda nam się dziś zdobyć przed zmierzchem trzeci szczyt. Sprawdzamy możliwości i wybieramy szlak, który jest dziwnie krótki, tylko 0,5 km w jedną stronę. Jeszcze trzeba tam dojechać. Na szczęście odległości pomiędzy miastami nie są bardzo duże i już po 20 min jesteśmy na parkingu przy schronisku Andrzejówka. Nie tracimy czasu i od razu wchodzimy na szlak z żółtymi oznaczeniami. Droga wiedzie delikatnie pod górkę, zapowiada się przyjemny spacer! Nooo, ale nie trwa to długo, gdyż przed nami wyłania się prawie pionowa ściana! Tak niespodzianka! To już mamy rozwiązanie zagadki najkrótszej drogi na szczyt. Może nie byłoby nam tak ciężko, gdybyśmy miały chociaż raczki, albo trasa nie byłaby tak oblodzona. Bierzemy co dają i ruszamy w górę. Drogowskazy informują o czasie podróży w granicach 20 min, ale nam w takich warunkach podany czas wydaje się nierealny. Przecież przesuwamy się dwa kroki w górę i jeden w dół łapiąc się co chwila choinek. Na szczycie meldujemy się po 25 min. Uff.. udało nam się! Trzeci szczyt zdobyty dziś! I to z jakim podejściem! 🙂 Waligóra ma 936 m. n.p.m. jest zarówno najwyższym szczytem Gór Suchych i całych Gór Kamiennych. Jej zbocza porasta las bukowo-świerkowy i choć góry należą do niskich potrafią zachwycić. Strome zbocza, suche dolinki, wąskie doliny, a w nich płynące górskie potoki. Brzmi pięknie. Zdecydowanie trzeba odwiedzić te góry latem. 🙂 Teraz czas wracać do schroniska na ciepłą zupę. Obawiamy się trochę zejścia i słusznie. Łatwo nie jest. Ostrożnie krok po kroku przesuwamy się w dół wyszukując pod nogami choćby kawałek terenu bez lodu. Czasem nogi same odjeżdżają i wyginamy się w każdą stronę, żeby tylko utrzymać równowagę. Zaczynamy się zastanawiać czy na pewno zdążymy przed zachodem słońca. Po ciężkich bojach dochodzimy do schroniska i oddychamy z ulgą. To był intensywny dzień, pełen dobrych emocji i wrażeń pomimo mroźnej pogody. 😉

Huu Huu , Huu Huu

Niedziela rano. Śniadanie, kawka, weryfikacja pogody i jesteśmy gotowe na dzisiejsze szczyty. Zaczynamy od Wielkiej Sowy w Górach Sowich oczywiście. 🙂 Samochód zostawiamy na parkingu przy Przełęczy Sokolec i ruszamy czerwonym szlakiem. Jego początek jest mocno pod górę, ale tylko przez chwilę. Po paru minutach jesteśmy przed schroniskiem Orzeł. Tu dołącza do nas jeszcze jeden towarzysz – Lolek. To schroniskowy piesek, który prowadzi nas po swoich terenach. Dzięki niemu szybko mija nam czas i dochodzimy do schroniska Sowa. Pogoda się trochę poprawia i nawet słońce czasem nieśmiało wygląda zza chmur. Nasz nowy kolega cały czas idzie na przodzie grupy, czasem znika nam z oczu, żeby po chwili poczekać na nas na jakimś zakręcie. Niesamowite. 🙂 I tak wkraczamy na sam szczyt, podziwiając wieżę oraz otaczającą ją polankę. To zdecydowanie najpiękniejszy szczyt z tego weekendu! Może to przez słońce, którego dawno nie widziałyśmy, a może po prostu to miejsce ma swój unikalny klimat? Na wieżę można wejść od maja do października od 9 do 19:30, a zimą, jak pogoda pozwoli, to od 9:30 do 15:30 i to tylko w weekendy. Dziś jest zamknięta, wielka szkoda. Fotografujemy nasze zdobycie góry i wracamy do samochodu. Lolek po drodze spotyka swoich schroniskowych właścicieli i opuszcza nasze towarzystwo.

5/5

Jak ten weekend leci. Przemieszczamy się do Sulistrowic.Ta nazwa trochę łamie nam języki. 😉 Do zdobycia została tylko Ślęża! To drugi najniższy szczyt z korony, mierzy 718 m i należy do Masywu Ślęża. Ruszamy czerwonym szlakiem, który jest bardzo spokojny i monotonny. Krajobraz ani na chwilę się nie zmienia. Jest jakoś tak nijako. O słońcu można znowu pomarzyć. Jedyny plus to taki, że jest zdecydowanie cieplej niż w sobotę. Po 1,5 h drogi stoimy pod schodami prowadzącymi do kościoła. Tak, tak. Na szczycie znajduje się kościół Najświętszej Marii Panny. Dawniej Ślęża była miejscem gdzie czczono bogów, dlatego postawiono tu taką budowlę. Ale skąd wzięła się nazwa góry? Masyw znajdował się kiedyś pod lodowcem, a tereny wokół góry były wilgotnymi bagnami. W dawnych czasach na coś mokrego mówiono „ślęk” i najprawdopodobniej stąd właśnie wywodzi się nazwa Śląsk, jak i właśnie Ślęża. Wierzchołek góry to rozległa polana, a sam szczyt nie jest dobrze oznaczony. Przyjmuje się, że najwyższy punkt to ten w najbliższej okolicy kościółka. Co jeszcze możemy tu znaleźć? Punkt widokowy oraz Dom Turysty. Ponieważ znowu nic nie widać idziemy usiąść i wypić ciepłą herbatę. Niestety kiepskie opinie internautów o tym miejscu się potwierdzają. Miejsce jest zupełnie bez klimatu. Nawet herbata jest nie za dobra. Z piątym zdobytym szczytem na koncie schodzimy w dół.

To nasz rekordowy weekend! Dzięki niemu pozostała nam tylko jedna, ostatnia góra do zdobycia. 🙂 Jakie to ekscytujące! Niebawem więcej szczegółów o koronnym wyjściu.

Nogami do góry