Śnieżka

SKOPIEC, WYSOKA KOPA, ŚNIEŻKA ✓

#nogamipokorone

Tak jak Babia Góra, Śnieżka przyciąga nas swoim urokiem. Klimat przypominający ten z za koła podbiegunowego, huraganowe wiatry, alpejska roślinność i mgła utrzymująca się średnio 300 dni w roku świądczą o wyjątkowości tego trzeciego co do wysokości szczytu Polski.  Przed nami Karkonosze i nie tylko…

Planując wyprawę bierzemy pod uwagę, że miejsce docelowe oddalone jest o 370 km od Krakowa i nie każdy chce się tak daleko zapuszczać w nasz kraj. Ale ku naszej uciesze, zbieramy całkiem sporą grupę! Jesteśmy pod wrażeniem. Standardowo ruszamy z parkingu przy Rondzie Matecznego zaraz po godzinie 6:00. Jedzie nas aż 9 osób i tu należy podkreślić, że jak się chce to można –  Łukasz, pochodzący spod Nowego Sącza, wsiada w PKS niewiele po 4:00, żeby z nami zdobywać szczyty.

SKOPIEC 724m n.p.m.

Przed nami 4 godziny jazdy autem, ale droga do celu zawsze mija szybko. Jest podekscytowanie, głód przygody i czas na poznanie swoich współtowarzyszy podróży. Jedziemy w stronę Przełęczy Komarnickiej i z tego miejsca ruszamy na nasz pierwszy szczyt zaplanowany na ten piękny weekend. Skopiec to najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Idziemy niebieskim szlakiem, delektując się ciszą i przebijającymi się zza chmur promieniami słońca. Trasa z przełęczy w żaden sposób nie jest wymagająca i zajmuje nam 15 minut. Dokładnie tak! Szczyt jest zalesiony, ale na rozdrożu dróg pomiędzy Barańcem a Skopcem jest polanka, z której można podziwiać Rezerwat Przyrody Góra Miłek z pięknym kamieniołomem. Przybijamy pieczątki do naszych książeczek, uwieczniamy chwile aparatami i schodzimy do samochodów. Plan na dziś zakłada jeszcze jeden szczyt – Wysoka Kopę.

Teraz kierujemy się w stronę Szklarskiej Poręby na Rozdroże pod Wysokim Kamieniem. Po drodze na mapie zauważamy ciekawe miejsce – Zakręt Śmierci. Zobaczcie TUTAJ jak on wygląda. Postanawiamy tam jechać i zajrzeć śmierci w oczy. 😉 W samochodach panuje totalne rozluźnienie, więc nie patrząc na GPS wjeżdżamy w jakiś ostry zakręt, myśląc, że to właśnie nasz punkt docelowy. Zaczynamy żartować i udając przerażenie krzyczeć “ratunku, pomocy, zginiemy!”. 🙂 Tak, wiemy, że głupie to, ale zabawa jest przednia, a kiedy okazuje się, że to nie ten zakręt, śmiejemy się sami z siebie. Po paru minutach dojeżdżamy do prawdziwego Zakrętu Śmierci i czujemy się zawiedzeni. Tak naprawdę sami nie wiemy czego się po nim spodziewaliśmy. Że będzie jak na Rollercoasterze? Że ledwo auto wykręci? Jadąc ostrożnie i rozważnie, nie ma się czego bać. Na zakręcie znajduje się punkt widokowy, zachęcamy do zatrzymania się na chwilę i obejrzenia panoramy.

WYSOKA KOPA 1126m n.p.m.

Ale wracamy do naszych szczytów… Zostawiamy auta na parkingu i czerwonym szlakiem ruszamy przed siebie. Po około 40 minutach dochodzimy do Schroniska Wysoki Kamień. Postanawiamy, że w drodze powrotnej zjemy tu obiad. Teraz trasa wiedzie trochę asfaltową drogą, a następnie skręca w prawo. Zaraz przy szlaku znajduje się kopalnia Kwarcu Stanisław. Można tam podejść i zobaczyć jak wygląda. Idziemy spokojnie, tak jak na Skopiec. Nie ma tu żadnych ciężkich podejść, są za to łagodne wzniesienia, idealne na wycieczki rowerowe. Warto dodać, że ścieżek rowerowych w Górach Izerskich jest bardzo dużo. Szkoda tylko, że to tak daleko od Krakowa. Dochodzimy do wiaty turystycznej, która ma bardzo ważną funkcję! Oprócz możliwości schronienia jest drogowskazem. Zaraz za nią należy skręcić w lewo, gdyż na Wysoką Kopę nie prowadzi żaden szlak turystyczny. Wydeptaną po łąkach subalpejskich ścieżką, wśród zielonych drzew, śpiewu ptaków aż po10 minutach jesteśmy przed tabliczką informującą nas o szczycie. Na pewno go nie przeoczycie. Duży kopczyk z kamieni nie pozwoli Wam na zignorowanie tego miejsca. Chwila przerwy na żelki i wodę. Tą samą trasą wracamy na lekkim głodzie na upragniony obiad. Niestety w schronisku nie ma kuchni i tym sposobem nie ma nic na ciepło do jedzenia.. Nie spodziewaliśmy się tego. Jedyne co można kupić to szarlotka, różnego rodzaju batony, kawa, herbata i piwko. Oglądamy jeszcze przez chwilę widoki i schodzimy do samochodów.

Późne popołudnie mija nam bardzo szybko. Dojazd do Karpacza gdzie mamy nocleg i poszukiwanie gdzie dokładnie znajduje się nasz apartament zajmuje nam więcej czasu niż myśleliśmy. Rzucamy rzeczy i idziemy do pobliskiej pizzerii na zasłużone jedzenie. Siedzimy wygrzewając się w słońcu, śmiejąc się, ustalając plan na jutrzejszy dzień. Naszą tradycją są gry, więc tym razem nie może ich zabraknąć. Podaj dalej, Dobble i Jenga umilają nasz wieczór.

ŚNIEŻKA 1603m n.p.m.

Niedzielny poranek okazuje się bardzo zorganizowany. Jedni szykują śniadanie, inni kawę i kanapki na wyjazd lub się pakują. Jak na 9 osób i jedną łazienkę czas jest mistrzowski. 1:40 ! Tyle co dobry czas na półmaratonie. 😛 Na parkingu Karpacz Biały Jar dojeżdżają do nas Dominika i Marcin. Teraz już drużyną piłkarską idziemy czarnym szlakiem pod górę. Tempo mamy różne, ale co jakiś czas na siebie czekamy. Pogoda już nie jest tak ładna jak wczoraj, ale najważniejsze, że nie pada. Niestety zapowiadają przelotne opady i burze, których nie chcemy, gdyż mamy jeszcze jeden plan co do tej góry na dziś. Przed szczytem można skorzystać z kolejki krzesełkowej, w związku z czym ludzi pod Schroniskiem Dom Śląski jest całkiem sporo. Robi się coraz zimniej i mgliście. Ruszamy na ostatnią prostą. Tutaj mamy do wyboru dwie drogi, lżejszą i dłuższą oraz trochę cięższą i krótszą, Wybieramy drugą opcję. Co jakiś czas zza chmur wyłania się słońce, co napawa nas małą nadzieją na widoki z góry.

Wracając do naszego ukrytego planu. 🙂 Ola dziś obchodzi urodziny i z tej okazji chcemy jej zrobić małą imprezę niespodziewajkę. Oczywiście, że się spodziewa, że coś zorganizujemy, ale nie zna szczegółów. Każdy ma jakąś rolę, jedni naturalnie mają spowalniać, inni przyśpieszać, a reszta zadbać o to by Ola nie czekała na tych z tyłu. Na ścieżce prowadzącej na szczyt pompujemy balony, które trochę odmawiają posłuszeństwa, ale ostatecznie dajemy im radę. Ubieramy czapeczki w arbuza, rozwijamy napis sto lat i idziemy pod Obserwatorium Wysokogórskie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej gdzie widzimy siedzącą do nas tyłem Olę. Zaczynamy śpiewać ‘Sto lat’, wszyscy wyciągają swoje czapki, mini tort w postaci muffinki ze świeczkami oraz szampana. Ludzie wkoło robią nam zdjęcia, patrzą na nas ze zdziwieniem, ale dla nas najważniejsza jest teraz Jubilatka. Widać, że jest wzruszona, że gdzieś tam w oku kręci się łezka szczęścia. 🙂 Świętujemy! Jak na zamówienie, w całej tej mgle na chwilę pojawia się słońce. Ale dosłownie na sekundę. 😉 Pakujemy nasze gadżety, ale czapki zostają na głowach! Zdjęcia na pamiątkę i idziemy w dół pod Dom Śląski. Tutaj zmieniamy szlak na  niebieski. Dopada nas mały deszcz, więc ubieramy kurtki. Po drodze mijamy Schronisko Strzecha Akademicka i dochodzimy nad Mały Staw do Schroniska Samotnia, gdzie jest czas na ciepły posiłek. Z miejscem nie mamy problemu, rozsiadamy się wygodnie i odpoczywamy. Nasza wycieczka w Karkonoszach dobiega końca. Wracamy do samochodów zahaczając o Dziki Wodospad nieopodal parkingu.

Podróż do Krakowa zajmuje nam ponad 5h. Na autostradzie zepsuta ciężarówka US Army i kilka ciężkich aut blokuje jeden pas powodując korek. Jadąc w żółwim tempie postanawiamy nie marnować jednak ani chwili  i aby rozruszać nieco szare komórki całą drogę gramy w Tabu. Super sposób na odciągniecie uwagi od korków. Polecamy 🙂

Było super! Pomimo iż to daleko i więcej czasu chyba spędziliśmy w autach niż w górach to czas spędzony z tak fajnymi ludźmi jest dla nas najlepszą nagrodą. Chcemy więcej!

 

________________

Kliknijcie w obrazek jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tych pasmach górskich. Znajdziecie tam też garść praktycznych informacji. Zapraszamy!

 

Autorem zdjęć jest Krzysztof Nagacz i Łukasz Szczygieł 🙂

 

Nogami do Góry