Tarnica

TARNICA 1346m n.p.m. ✓

#nogamipokorone

Do kolekcji zdobytych szczytów dorzucamy Tarnicę – najwyższy szczyt Bieszczad, które były głównym punktem naszej ostatniej wycieczki. Pogoda zawiodła nas jednak na całej linii. Nie pozostaje nam nic innego jak wrócić w te strony przy lepszych warunkach atmosferycznych.

Wycieczki zawsze mają swoje przygody

A może by tak rzucić wszystko i jechać w Bieszczady? Pewnie! Tylko gdzie podziała się ta piękna pogoda, która była w czasie tygodnia pracy?

Nasz plan jest prosty: pięć kobiet, dwa dni, dwa szczyty. Razem z Agnieszką i Gosią ruszamy z Krakowa w sobotę przed wschodem słońca kierując się na Beskid Niski. Jego najwyższy szczyt – Lackowa – ma dziś zostać dopisana do naszego konta szczytów. Pada od samego rana. Albo inaczej leje jak z cebra. Nie wygląda to dobrze. 🙁 Jedziemy przez małe miejscowości kiedy nagle samochód odmawia posłuszeństwa i postanawia poświętować Dzień bez samochodu. Cudownie! Próbujemy zdiagnozować przyczynę, ale żadna z nas nie ma fachowej wiedzy w temacie mechaniki. Kaplica. Jesteśmy w miejscowości Jasienna, leje deszcz, auto nie działa – nie można lepiej zacząć podróży. Karolina zatrzymuje przejeżdżający samochód, którego kierowca informuje ją, że 500 metrów stąd jest zakład mechaniczny! Podwozi ją i za chwilę wracają razem z pracownikiem warsztatu. Pan szybko diagnozuje przyczynę, wymienia co trzeba i możemy jechać dalej! Co za szczęście! Dziękujemy obu Panom za pomoc! 🙂 Uff! –  oddychamy z ulgą i jedziemy do Ropek na parking, skąd mamy zamiar wyruszyć na szlak prowadzący na Lackową. Pogoda odrobinę się poprawia co napawa nas małym optymizmem. Nie na długo. Tyle co wychodzimy z auta, aby założyć kurtki, a tu oberwanie chmury… Wsiadamy z powrotem i czekamy. Dalej czekamy. Nic się nie polepsza. Decydujemy, że nie ma sensu iść 4 h w deszczu. Wrócimy tu kiedy indziej.

Sezon na herbatę

Nastawiamy nawigację na miejscowość Polańczyk i jedziemy w takim razie zobaczyć Jezioro Solińskie. Deszcz wciąż nie ustępuje, ale idziemy na krótki spacer nad wodę. Podziwiamy samotne wysepki i wyobrażamy sobie jak tu musi być pięknie w sezonie. Po kilku godzinach jazdy zdecydowanie głodniejemy. Siadamy w karczmie i grzejemy się herbatą oczekując na zamówione posiłki. Czyli sezon na ciepłe napoje się już zaczął? A jeszcze przecież dwa dni temu był upał. No dobrze. Brzuchy pełne, można jechać dalej. W Ustrzykach Dolnych mamy zarezerwowany uroczy drewniany domek na stoku narciarskim. Położenie naprawdę świetne! Jeśli ktoś szusuje na nartach czy na desce ma stąd 2 min do dolnej stacji wyciągu. A widok z okien też niczego sobie! Zakładamy dresy, robimy kolację i włączamy mecz siatkówki Polska – Francja. Wieczorem, kiedy nadchodzi czas spania, okazuje się, że mamy lokatora w łazience. Leśny żuczek wystraszył nas niesamowicie! Podglądacz jeden! 😉 Myślałyśmy, że to karaluch i już miał dostać z buta, ale Justyna – najdzielniejsza ze wszystkich – postanowiła, że uratuje mu życie i na gazecie przeniosła go za drzwi. Nasza bohaterka!

Na koniec kraju

Przygodę z Tarnicą postanawiamy zacząć od parkingu w miejscowości Muczne, gdzie żółty szlak ma swój początek. Mijamy jeszcze zamkniętą kasę i kierujemy się w górę. Po kilkunastu metrach widzimy tabliczkę: Uwaga! Małe lisy, proszę się nie bać, nie atakują. Zaczyna się ciekawie, no ale jeśli małe i mamy się nie bać to ok, idziemy dalej. 😉 Słońce nieśmiało przebija się przez bukowy las, a my cieszymy się, że pogoda jest taka jak zapowiadano, czyli słońce za małą chmurką. Ludzi na szlaku nie ma, idziemy pod górę same mijając jedynie muchomory.

Dochodzimy do granicy lasu. Co to? Mgła? Chmura? No nie! Słychać jak wiatr świszczy. Ubieramy się cieplej i wychodzimy na otwartą przestrzeń. Niestety widoczność jest jedynie na 20 m. Po 1.5 h drogi dochodzimy do niebieskiego szlaku. Idziemy spokojnym krokiem Połoniną Dźwiniacką dalej niewiele widząc. Wiatr jakby się wzmaga, mijamy kilkoro turystów i dochodzimy do Bukowe Berdo. Stąd szlak kieruje nas w dół po schodkach. Trzeba uważać aby się nie poślizgnąć, gdyż wilgotność jest duża, a drewno mocno namokło. Napisy na niektórych schodkach nas rozśmieszają, choć jest w nich trochę prawdy np. Schody do Mordoru. Biorąc pod uwagę praktycznie zerową widoczność i ilość stopni, te słowa stają się adekwatne do rzeczywistości. Na Przełęczy Goprowskiej drogowskaz informuje, że niebawem przy szlaku znajduje się wiata, postanawiamy tam przysiąść na chwilę i coś zjeść. Niestety wiata jest otwarta i nie chroni nas przed zimnymi podmuchami.

Bieszczadzka kraina

Do szczytu zostaje nam już tylko 30 min. Mijamy skrzyżowanie szlaków, które prowadzą z Wołosatego i Widełek. Przed nami tylko Tarnica! W języku rumuńskim słowo tarnia oznacza siodło, przełęcz. Widać już krzyż, który znajduje się na szczycie i wznosi się na wysokość 8,5 metra. Mamy to! 1346 m n.p.m. Krótki postój na zdjęcia i tą sama drogą wracamy w stronę auta.

Bieszczady są naprawdę piękne, rozległe połoniny i kolory jesieni robią ogromne wrażenie. Niestety nie było nam dane zobaczyć takich krajobrazów. Silny wiatr i przelewające się przez nas chmury tworzyły atmosferę lekko zbliżoną do horroru, a tą aurę pogłębiały odgłosy jeleni, które akurat mają rykowisko. Jeszcze tylko tych lisów brakowało! Dochodzimy do schodów, chmury lekko się unoszą, a przed nami niekończące się stopnie w górę, już wiemy dlaczego mordor. Jednak lepiej było ich nie widzieć. Żeby czas szybko zleciał liczymy je. 946 sztuk i docieramy do Bukowe Berdo, ale tu dopiero zaczyna się walka z wiatrem. Zaczyna rzucać nami na boki, robi się coraz gorzej, policzki zamarzają. Hmm… przypomina nam to Babią Górę. 😉 W końcu udaje nam się zejść do lasu i odetchnąć. Czas przejścia jak z mapy turystycznej – 5:50 h. Przy kasie biletowej parku narodowego wbijamy pieczątki do książeczki i jedziemy na zasłużony obiad oraz .. herbatę. 🙂 Czas wracać do domu. Po drodze dostajemy sms-y z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z ostrzeżeniem przed silnymi wiatrami, no tak, coś już na ten temat wiemy. 🙂

Wracamy z Bieszczad z ogromnym niedosytem i obiecujemy sobie, że wrócimy jeszcze w te strony! Może następnym razem uda się zobaczyć piękne jesienne krajobrazy wichrowych wzgórz 🙂

 

 

p.s. Dziekujemy panom z warsztatu samochodowego w Jasiennej profiauto.pl za pomoc 🙂

Nogami do Góry